MY - KALISZ POMORSKI - OKOLICE - ŚWIAT
Zdobycie Kalisza Pomorskiego

Rocznicę wyzwolenia Kalisza Pomorskiego obchodzimy 12 lutego. Może być i tak, ale pod warunkiem, że wiemy, iż było to szarym świtem, w niedzielę, 11 lutego 1945 roku, czyli dzień wcześniej. A ponadto naszego miasta nie wyzwalano a zdobywano, gdyż Polska utraciła te ziemie na rzecz Niemców równo 649 lat wcześniej, czyli w roku 1296, kiedy w Rogoźnie zamordowano króla Przemysła II. Trudno zatem mówić o okupacji trwającej sześć i pół wieku, co by dopiero uzasadniało użycie określenia „wyzwolenie”.

Co jeszcze powinniśmy wiedzieć, świętując tę rocznicę? Może to zabrzmi szokująco, ale powinniśmy wiedzieć i to, iż rozpowszechniony opis walk o Kalisz Pomorski jest, delikatnie mówiąc, bardzo daleki od prawdy. Mija się z nią jak obecny wygląd herbu miasta z herbem oryginalnym, jak przypisywanie wybudowania miejscowego pałacu rodzinie von Wedel zamiast von Güntersberg i jeszcze kilka innych przekłamań. Ale pozostańmy przy tym najważniejszym, odczytując funkcjonującą od roku 1945 aż dotąd, i uznawaną za jedynie słuszną, wersję informacji na temat „wyzwolenia” Kalisza Pomorskiego. Bo skoro innej wersji nie było, zamieszcza ją także miejska strona internetowa. 

Oto cytat, wokół którego będziemy krążyć, weryfikując zawarte w nim stwierdzenia: "Właśnie w rejonie Kalisza Pomorskiego atak wojsk radzieckich zbiegał się z przeciwuderzeniem nieprzyjaciela. Stąd pierwsza próba zajęcia Kalisza Pomorskiego z marszu się nie udała. Ciężkie walki trwały długo. Wreszcie 12 lutego 1945 roku miasto zostało wyzwolone, ale więcej niż połowa obiektów mieszkalnych uległa zniszczeniu i nie nadawała się do odbudowy. Wszędzie były ruiny, w gruzach leżały zakłady przemysłowe".

Pierwsze zdanie pochodzi z książki Emila Jadziaka "Wyzwolenie Pomorza" (str. 29) i chociaż cytuje się je powszechnie przy opisie zdobycia Kalisza Pomorskiego (co nastąpiło 11 lutego), to dotyczy ono walk o sześć dni późniejszych, jakie nastąpiły w okolicy naszego miasta, ale z jego wyłączeniem, dopiero 17 lutego. Wyraźnie to zaznacza autor we wcześniejszym akapicie (na str. 28). Jednym słowem, przeinacza się tu nie tylko fakty, ale nawet cytowane opracowanie Emila Jadziaka.

         Także dlatego, z pięciu zdań, składających się na ten rozpowszechniany dotąd opis, tylko jedno jest prawdziwe. To mianowicie, że pierwsza próba zajęcia miasta (od strony Białego Zdroju), nie udała się. Ale bynajmniej nie dlatego, że „atak wojsk radzieckich zbiegał się z przeciwuderzeniem nieprzyjaciela” (doszło do niego tydzień później i w okolicy Recza, a nie Kalisza Pomorskiego). Niemcy spodziewali się ataku Rosjan właśnie z kierunku Białego Zdroju i byli do jego odparcia znakomicie przygotowani. Ciężkie walki wcale nie trwały długo, bo rozpoczęte sobotnim wieczorem 10 lutego, zakończyły się już o świcie, czyli 11 lutego. Większość budynków mieszkalnych, w tym także te wokół Rynku, jeszcze wtedy nie uległa zniszczeniu. Nie leżały w gruzach także zakłady przemysłowe. Ocalała Duża Stacja, dworzec i mleczarnia. A w mieście: gorzelnia, wytwórnia art. spożywczych na Małej Stacji, spichlerz, fabryka maszyn przy ul. Dworcowej, wielki tartak firmy Wittchow przy Starym Cmentarzu, fabryka wyrobów cementowych, gazownia, młyny itd.

Skąd to wszystko wiadomo? Odpowiedź jest prosta – ze źródeł, do których dotąd nie sięgano lub je przemilczano. Tymczasem istnieją zarówno oryginalne mapy sztabowe wojsk rosyjskich, na których zaznaczano pozycje walczących stron, jak i meldunki z frontu oraz zapisane relacje dowódców. Wszystkie te dokumenty zebrał niemiecki historyk Helmut Lindenblatt w pracy „Pommern 1945" (Wyd. Rautenberg, 1984 r.). Autor odtwarza w niej – w oparciu o dokumenty - godzina po godzinie, dzień po dniu, rzeczywisty przebieg wydarzeń.

Na str.128, autor cytuje relację generała Dymitrija Malkowa, dowódcy 12 dywizji piechoty gwardii, który stwierdza, że o świcie, 11 lutego, Rosjanie opanowali miasto: "Im Morgengrauen des 11 Februar war Kallies in (russischer) Hand". Nie sądzę, aby to była pomyłka w druku. Wydarzenia są przecież odzwierciedlone w tekście z godziny na godzinę. Ponadto taką datę zajęcia Kallies podaje jego zdobywca - dowódca dywizji, która zaatakowała Kalisz Pomorski od strony Suchowa.

To, jak miasto ujęto w kleszcze dwóch atakujących, radzieckich dywizji, oraz miejsca ulicznych walk pokazuje ta mapka. Rosjanie nacierali ul. Toruńską (75 dywizja) i ul. Suchowską (12 dywizja). 12 dywizja prowadziła walki w rejonie ulic: Kilińskiego, Krzywoustego i Chrobrego, wypierając Niemców w kierunku Cybowa (na ul. Szczecińską). 75 dywizja walczyła przy ul. Toruńskiej (tam gdzie stoi pomnik) oraz przy ul. Świerczewskiego (w miejscu obecnych pawilonów handlowych), wypierając Niemców w kierunku Pomierzyna (na ul. Drawską).

Mapkę sporządziłem w oparciu o zgodne informacje z publikacji polskich, rosyjskich i niemieckich oraz relacje pierwszych osadników, którzy potrafili rozróżnić budynki zburzone podczas walk od budynków ograbionych i podpalonych później. Bo rozbieżności w publikacjach dotyczą dni następnych po świcie 11 lutego, kiedy Niemców w Kaliszu Pomorskim już nie było, a Rosjanie robili tu co chcieli, czyli to co zwykle w zdobytych na Pomorzu miejscowościach. Czasu mieli dużo, gdyż front walk zatrzymał się na prawie trzy tygodnie, do 1 marca 1945 roku.

Tezę, iż walki o Kalisz Pomorski ani nie były krwawe, ani nie trwały długo, potwierdza liczba zabitych tu żołnierzy. Niemcy nawet nie podają swoich strat, co znaczy, iż nie poległo ich wielu. Natomiast Rosjanie, jak wynika z dokumentów archiwalnych (te dane podaję za pracą Marcina Kuchto „Dzieje polskiego Kalisza Pomorskiego”, str. 24), stracili na terenie całej naszej gminy, w lutym i marcu 1945 roku - 20 żołnierzy. W tym: 2 kapitanów, 4 poruczników, 2 sierżantów, 1 strzelca i 11 szeregowców. Ale tylko dwóch żołnierzy (szeregowców) poległo 11 lutego, a jeden 12 lutego.

Wróćmy do dokumentów obrazujących „ostatnie dni Kallies”. Z cytowanej pracy Lindenblatta dowiadujemy się, iż dowódca broniącej miasta 402 Dywizji Zapasowej (Ersatz-Division) - generał Siegmund von Schleinitz, już 6 lutego nakazał burmistrzowi Kallies - Pagelowi, przeprowadzenie ewakuacji ludności cywilnej. Sam generał przeniósł następnego dnia swój sztab z majątku w Nowej Studnicy do majątku w Pomierzynie, zajmując tam pałac właściciela miejscowych dóbr, Arthura Böninga. Przed opuszczeniem Nowej Studnicy, poradził swojemu gospodarzowi, by natychmiast się ewakuował, gdyż nadjeżdżają w dużej liczbie sowieckie czołgi, a jego dywizja nie dysponuje niczym, by się przed nimi obronić: "Am Morgen des 6. Februar kam General von Schleinitz zu meinem Mann und erklärte, wir müßten sofort den Ort räumen, da sowjetische Panzer in großer Zahl anrollten und wir nichts zur Verteidigung dagegen hätten." (str.127). Zauważmy tu, że dowódca odcinka frontu obejmującego Kalisz Pomorski nie urządził w nim swojej kwatery, co znaczyło, iż miasta nie uznano za twierdzę do obrony za wszelką cenę. Taką jak np. Piła, Wałcz czy Choszczno.

Burmistrz Willy Pagel wyznaczył ewakuację mieszkańców Kallies na 8 lutego. Zakończono ją 9 lutego. Jak wspominają mieszkańcy: "Drogi ewakuacji prowadzące w stronę Dramburg (Drawsko), Falkenburg (Złocieniec), jak i droga do Stargardu, były od 6 lutego pod ostrzałem wroga. Ostrzał się nasilił, a w mieście pozostało jeszcze około 80 Niemców. Pierwsze pociski rosyjskich dział spadły na Kallies w sobotę, 10 lutego, o godz.13". Rezydujący w pomierzyńskim pałacu generał von Schleinitz, miał wówczas do dyspozycji trzy pułki piechoty, samodzielny batalion spadochronowo-strzelecki (z 14 działami szturmowymi), ciężki dywizjon ppanc., pułk artylerii 105 mm (36 dział) oraz batalion saperów. Siły te broniły odcinka frontu od Alt Lobitz (Łowicza Wałeckiego) do Wildforth (Prostyni), z Kallies pośrodku. Jak wtedy (10 lutego 1945 roku) wyglądała sytuacja na froncie, pokazują zaznaczone na rosyjskiej mapie sztabowej  pozycje wojsk.

10 lutego Kallies był przygotowany do obrony od strony południowej, skąd nadciągała 75 Gwardyjska Dywizja Piechoty Armii Czerwonej (dowódca: gen. W. Gorisznij), która była już pod  Białym Zdrojem nad jeziorem Wieliż. Jednocześnie Niemcy wiedzieli, bo temu poświęcono  odprawę w sztabie 402 Dywizji Zapasowej - 8 lutego, że Rosjanie zamierzają przełamać linię obrony w Hassendorf (Żółwinie), tuż obok Wildforth (Prostyni). A wtedy mogą zagrozić miastu także od strony zachodniej. I na to się zanosiło, gdyż 9 lutego 12 Dywizja Piechoty Gwardii (dowódca gen. D. Malkow) zajęła Mienken (Dominikowo), prąc na północ.

Tak opisuje działania Armii Czerwonej Lindenblatt (str.128):  Rosjanie zamierzali dotrzeć do Poźrzadła Małego i Poźrzadła Wielkiego, a następnie dalej na wschód do Kalisza Pomorskiego i Białego Zdroju. Ale rosyjski atak skierował się najpierw na Kallies, gdyż Sowieci dowiedzieli się, że Gross Spiegel (Poźrzadła Wielkiego) broni znakomicie uzbrojona i gotowa na wszystko Brygada Führer ("Tatsächlich drängten die Russen schon auf Kleine und Grosse Spiegel, weiter östlich gleichzeitig auf Kallies und Balster. Während sich der russische Angriff zuerst Kallies festlief, konnten die Sowjets der zur Verteidigung von Gross Spiegel angesetzten Führer-Begleit-Brigade zuvorkommen"). I dlatego, że Rosjanie przestraszyli się   Brygady Führera, nasze miasteczko zaatakowano z dwóch stron jednocześnie: od Białego Zdroju  (żołnierze gen. Gorisznija) oraz od Suchowa (żołnierze i czołgiści gen. Malkowa). To współdziałanie obu sowieckich dywizji musiało być zgubne dla obrońców miasta. Stąd po kilkugodzinnych, nocnych, sporadycznych walkach, Niemcy wycofali się z Kallies i zajęli wcześniej przygotowane pozycje tuż za miastem, na wzgórzach od strony północnej.

 Wkrótce linia frontu została wyrównana (po walkach w ramach operacji "Sonnenwende", o której będzie dalej). W rękach Niemców pozostawało Jaworze, Suchowo, Pomierzyn i Giżyno. Natomiast w rękach Rosjan była Stara Korytnica, Kalisz Pomorski, Cybowo, Prostynia. Tak miało być aż do 1 marca, kiedy ruszyła kolejna wielka ofensywa Armii Czerwonej. Warto wiedzieć, iż Łowicz Wałecki oraz Mirosławiec zdobywała oraz zajmowała 1 Armia Wojska Polskiego. I mimo faktycznie ciężkich, dwudniowych walk o Mirosławiec (9-10 lutego), w których zginęło 150 żołnierzy polskich i znacznie więcej żołnierzy niemieckich, gdzie zlikwidowano 40 dział i moździerzy oraz 4 czołgi i działa pancerne -  miasto to uległo zniszczeniu "tylko" w 20 proc. Czyli w stopniu nieporównywalnie mniejszym do Kalisza Pomorskiego, gdzie zniszczenia zabudowy sięgały aż 80 proc.

  Pokazana poprzednio, oryginalna mapa rosyjska, została przedrukowana w książce "Pommersche Passion", autorstwa Hansa Edgara Jahna. Wyjaśnijmy jeszcze, za Lindenblattem, dlaczego czołgiści i piechota gen. Malkowa tak niezwłocznie „pośpieszyli na pomoc" piechocie gen. Gorysznija. Otóż po dotarciu do Gross Silber (Suliborza), jak opisuje to Lindenblatt (str.128), Sowieci zaczęli swoim zwyczajem pić spirytus w gorzelni oraz gwałcić i mordować kobiety. Według opisu świadków, gwałcono również staruszki, gdyż wśród pomordowanych kobiet były dwie siwowłose. Niemcy na wiadomość o tych morderstwach, natychmiast uderzyli na Suliborz. Ale Rosjanie zdołali już uciec przez Jaworze do Suchowa, skąd właśnie zaatakowali Kallies... bo ścigani nie mieli wyboru.

Tymczasem Niemcy zatrzymali się tuż za miastem, tam organizując - jak już wspomniałem – nową, wyrównaną  linię frontu. Jej ślady, w postaci linii okopów za jeziorem Młyńskim, na górach zwanych Russenberge, zachowały się do dziś.

        Wymagają komentarza także powtarzające się opowieści o licznych kontratakach niemieckich na zajęty przez Rosjan Kallies, co miało spowodować przechodzenie miasta z rąk do rąk, a tym samym jego niezwykłe wręcz zniszczenie. I tak, przykładowo zacytuję Andrzeja Szutowicza ("Kawaliera" nr 1/2010): "Mimo wielu wątpliwości co do historii zajęcia Kalisza Pomorskiego przez Armię Czerwoną należy uznać, że w dniach 10 -12.02.1945 r. zacięte walki o Kalisz Pomorski były, jednak dotyczyły one zachodniej części miasta gdzie nie tylko Niemcy twardo bronili się, ale skąd wychodziły ich kolejne kontrataki." Tymczasem właśnie zachodnia część miasta, czyli ul. Szczecińska jest jedną z niewielu ulic, przy której ocalały wszystkie niemal domy. Łącznie ze szklarnią, gdzie ogrodnictwo prowadziła potem rodzina Szczupaków.

Ta rozpowszechniana nieprawda o kontratakach wynika - w najlepszym razie - z pomieszania faktów. Chodzi mianowicie o operację wojskową pod poetyckim kryptonimem "Sonnenwende" (przesilenie dnia z nocą), jaką Niemcy przeprowadzili na Pomorzu Zachodnim od 15 do 22 lutego 1945 r. Miała ona na celu wbicie się klinem (z rejonu Pyrzyc i Choszczna) w wojska Armii Czerwonej, by zamknąć w okrążeniu te jej oddziały, które już dotarły do Odry. Pomysłodawcą tego uderzenia był sam gen. Heinz Guderian, szef Sztabu Generalnego Wojsk Lądowych (OKH). Jak pisze w swoich "Wspomnieniach żołnierza" (str.328), reichsführer SS Himmler (dowodzący na Pomorzu Grupą Armii "Wisła"), "wykazał w przeciwuderzeniu z rejonu Choszczna swą całkowitą nieudolność". I po kolejnych bitewnych klęskach zastąpił go w dowodzeniu na wniosek Guderiana, generał Heinrici.

Pokazana tu mapa pochodzi z książki Ericha Murawskiego "Der Kampf um Pommern" (str.205). Widać na niej wyraźnie, że kontratak niemiecki objął obszary na zachód od Kalisza Pomorskiego, z wyłączeniem naszego miasta. Najbliżej walczono wtedy na zachodnim brzegu jeziora Mąkowary w nieistniejącym już folwarku Ankrow, a najcięższe walki toczyły się w Żółwinie, Reczu i Choszcznie.

W czasie operacji "Sonnenwende", w przeciwieństwie do walk o Kallies, poległo wielu sowieckich i niemieckich żołnierzy. Tym ostatnim drukowano, mimo warunków wojennych, nekrologi. Posiadam jeden taki oryginalny egzemplarz. Poświęcono go Jakobowi Bartnerowi, synowi rolnika w Unterglaim (Bawaria). Zginął pod Reczem, 21 lutego 1945 r. Rozszarpały go odłamki granatu. Miał 32 lata, z czego ostatnie 5,5 roku służył w Werhmachcie. Jak napisano, "uczestniczył w kampaniach na wielu frontach, za co odznaczono go licznymi orderami".

         Wtedy też zginęli pod Kaliszem Pomorskim (19 lutego) dwaj rosyjscy kapitanowie: Paweł Pluszczow oraz I.I. Wysockij. Najprawdopodobniej to ich grób mieścił się przez kilka powojennych lat w pałacowym parku (na prawo od wejścia z ul. Wolności). Uczniowie obowiązkowo zapalali tam zawsze świeczki na 1 listopada.

Na temat operacji Sonnenwende pisze Jerzy Tatoń w artykule "Próba odtworzenia działań bojowych wojsk niemieckich na ziemi stargardzkiej na przełomie lutego i marca 1945". Opiera się m.in. na cytowanym opracowaniu Lindenblatta, który podaje (str.149), iż na zdobytym wzgórzu (nr 107) na południe od Żółwina (droga w kierunku Drawna), grupa bojowa Schulz-Streek (działa szturmowe) odparła radziecki kontratak, niszcząc 22 czołgi T-34.

Natomiast na najbardziej wysuniętej na wschód flance pod Prostynią  walczył major Buchenau, który ze swoimi podchorążymi ze szkoły artylerii, przesunął linię niemieckich wojsk z północy na południe na wysokość wsi: Hasseldorf - Röstenberg - Ankrow (Żółwino - Rościn - Ankrow nad jeziorem Mąkowary).

Tymczasem sam Kalisz Pomorski walki te ominęły zupełnie. Funkcjonował szpital urządzony w Czerwonej Szkole i kostnica na jaką zamieniono restaurację Bellevue (na obecnym boisku do gry w kosza, między Czerwoną Szkołą a salą gimnastyczną). Natomiast nabierający sił przed kolejnym szturmem sołdaci, intensywnie penetrowali miasto w poszukiwaniu wszelakich uciech cielesnych oraz dóbr materialnych. I bynajmniej nie oszczędzali przy tym ani okien, ani drzwi, ani nawet murów kaliskich kamienic, przez co zniszczenia wojenne rosły z każdym następnym dniem ich pobytu, sięgając pod koniec lutego przynajmniej 50 procent zabudowy. Wokół Rynku niemal 100 procent, ale tam były same sklepy, restauracje i hotele, więc sołdaci mieli co rabować i ślady tego rabunku należało zatrzeć, burząc dom po domu.

By nie mieć co do tego wątpliwości, dodam kolejny, wymowny cytat z książki Helmuta Lindenblatta (str.149-150), opisujący postępowanie Rosjan w zdobywanych miejscowościach Pomorza, więc także w Kaliszu Pomorskim. Podchorąży, którego oddział dowodzony przez wspomnianego majora Buchenau wypierał wojska sowieckie w okolicy Jaworza i Prostyni, zanotował: "W mijanych wsiach panuje niesamowita pustka i zastygła, ołowiana cisza. Nikogo z żywych mieszkańców nie napotykamy, bo ci, którzy nie uciekli przed Rosjanami, albo trafili do niewoli, albo zostali zabici. Nawet te domy, w jakie nie uderzył granat czy pocisk, leżą w gruzach, zamienione w popiół; zwłaszcza mijane dwory. W nielicznych, niezrujnowanych budynkach panuje nieopisany bałagan. Wszystko wywleczono z nich i pomieszano, brudząc nie do poznania. Tu i ówdzie leżą trupy mieszkańców, głównie kobiet. Ich wygląd zaświadcza, jak bardzo były przed śmiercią męczone."

Przypomnijmy jak wyglądał Kallies przed jego zdobyciem. Znana fotografia lotnicza z końca lat 20. przedstawia centrum miasteczka od strony Mirosławca, czyli z kierunku wschodniego. Dla lepszej orientacji, nakładam na tą panoramę polskie nazwy ulic. Ktoś, kto zna tylko dzisiejszy widok Kalisza Pomorskiego, niewątpliwie mocno się zdziwi. Jest czym, bo między ulicami: Pocztową, Kilińskiego, Świerczewskiego i Rybacką (odpowiednio: Torstrasse, Schusterstrasse, Viktoriastrasse i Wittwenstrasse oraz Kasernenstrasse), stało około - skromnie licząc - 350 domów.

        Liczba ta nie jest przesadzona, gdyż centrum miasteczka można podzielić na 15. kwartałów ulic i przyjąć, że w każdym było średnio po 30 domów oraz oficyn. Przed II wojną Kallies liczył 4.016 mieszkańców, żyjących w 1.263 gospodarstwach domowych. A zajmowali oni głównie kamienice w centrum miasta.

Współczesne zdjęcie lotnicze Kalisza Pomorskiego, wykonane z tego samego kierunku, przeraża skalą dokonanych w Kallies przez Rosjan zniszczeń. Jak widać, ocalały tylko te budynki, które zajęli dla swoich potrzeb zwycięzcy, albo w których nie było czego rabować. Tak ocalała Czerwona Szkoła i jej sala gimnastyczna. Jak wspominałem, w pierwszej umieścili Rosjanie szpital, w drugiej magazyny. Nie zburzono również znajdującej się naprzeciwko szkoły - poczty (korzystano z niemieckich linii telefonicznych) oraz Ratusza gdzie przeszukiwano pozostawione dokumenty.

Dowódca odcinka frontu tradycyjnie zajął na swą siedzibę Pałac. Rosjanie nie naruszyli także gmachu sądu, gdyż sale rozpraw nadawały się na kwatery a budynek aresztu zajęli nowi więźniowie. Natomiast zwykłych żołnierzy zakwaterowano w Kościele. Mało, że posiadał własne ogrzewanie, to jeszcze drewniane ławy do spania. Z kolei oficerowie, by mieć nad szeregowcami oko, zajęli sąsiednią plebanię (zdjęcie z lat 50.). Nic więc dziwnego, iż do Kościoła i plebanii strzelano co najwyżej z pepeszy i do tego przez pomyłkę.

        Ocalałe z pożogi wojennej gmachy oraz domy mieszkalne oznaczyłem na współczesnej fotografii lotniczej cyframi. Na czerwono - gmachy publiczne (osiem); na żółto – kamienice (w 19. miejscach jest ich w sumie 35).  Zatem w centrum miasta ocalał zaledwie co dziesiąty dom.

Oczywiście nie wszystko, czego nie ma, zburzyli Rosjanie. Do rozbiórki domów, nawet tych zaledwie pozbawionych okien czy drzwi, bardzo gorliwe podeszły pierwsze władze Kalisza Pomorskiego, chcące wykazać się jak największą liczbą cegieł wywożonych koleją na odbudowę Warszawy. Ale wróćmy na koniec do funkcjonującego wciąż mitu o ciężkich walkach o zdobycie Kalisza Pomorskiego, które jakoby doprowadziły do ogromnych, ocenianych na 80 procent, zniszczeń miasta.

Zamknijmy oczy i wykonajmy prosty eksperyment myślowy. Oto widzimy miasto z gęsto zabudowanym centrum i kościołem stojącym pośrodku Rynku. Ktoś je atakuje i ktoś je broni. Dookoła padają pociski. I tak jest przez dwa-trzy dni. Czy po takich bojach ma prawo stać nienaruszona wieża Kościoła? Albo górująca nad miastem Czerwona Szkoła, spichlerz zbożowy, kominy gorzelni i tartaku? Skądże, zdrowy rozsadek mówi, że przede wszystkim one obracają się w gruzy.

I tak samo, w zestawieniu z faktami oraz zdrowym rozsądkiem, obraca się w gruzy, czyli w fikcję, mit o długotrwałych walkach o zdobycie Kalisza Pomorskiego.

Drugie zakończenie tego artykułu, potwierdzające w dużej części trafność moich przypuszczeń, dopisuję nie bez satysfakcji niemal dwa lata później. Bo dopiero teraz natrafiłem na wspomnienia niemieckiego chłopca, który wrócił w marcu 1945 roku do zajętego przez Rosjan miasta. I tam, grzebiąc za kawałek chleba ciała poległych żołnierzy, dowiedział się od starego mieszkańca Kallies, który nie opuszczał domu podczas walk, więc od naocznego świadka - dlaczego, kto i w jaki sposób tak doszczętnie zniszczył jego centrm.

Zajrzyjmy na stronę nr 19. tego numeru "Dramburger Kreisblatt"

Okazuje się, iż zdobywający od strony wschodniej miasto Rosjanie (z 75 Dywizji), najpierw zajęli dawną gorzelnię przy dzisiejszej ul. Toruńskiej. Kiedy się doszczętnie upili, Niemcy wykorzystali tę okazję biorąc cały oddział wraz z dowódcą w niewolę. Gdy przywieźli ich na Rynek, inny oddział Rosjan (z 12 Dywizji) uderzył niespodziewanie na miasto z drugiej strony (od Suchowa). Wycofujący się w kierunku Szczecina Niemcy rozstrzelali wtedy jeńców pod Kościołem, a dowódcę powiesili na kościelnej wieży. W relacji starego mieszkańca Kallies, Niemcy musieli szybko opuścić miasto, ruszając na pomoc obrońcom Szczecina. By jeńcy rosyjscy nie opóźniali ich marszu, zostali zlikwidowani.

Kiedy Rosjanie z tego drugiego oddziału zajęli miasto i zobaczyli dokonaną rzeź na Rynku, w odwecie rozstrzelali tam kilkudziesięciu (27) niemieckich jeńców. A po pogrzebaniu swoich zabitych, upili się i podpalili wszystkie domy dookoła Kościoła. 

Nic dodać, nic ująć. Ani Niemcy nie ujawnili w swoich dokumentach tej rzezi na Rosjanach, ani Rosjanie nie przyznali się nigdy i do swojej zemsty na Niemcach, i do barbarzyńskiej zemsty na naszym mieście.

 

Bogumił Kurylczyk